Wielka podróż do Dobrego Miasta.

Jutro ruszamy do Dobrego Miasta, znalazłam miły ośrodek, nad jeziorem, gdzie psiak nie przeszkadza,domek w normalnej cenie, 7km od miasta (będzie miły spacerek);) Jednak co innego miałam na myśli pisząc ten tytuł. Jutro po raz pierwszy Gisotsu wsiądzie do pociągu, a potem jeszcze w drodze powrotnej autobus.. Oj będzie ciekawie. Każda z dziewczyn już jeździła.. z Gisem zwyczajnie o tym zapomniałam i zaniedbałam tą odnóżkę socjalizacji. Jednak wierzę, że będzie dobrze. W końcu w nagrodę później będzie miał super wieczór z długim spacerem, pływaniem w jeziorze i pyszną kością na kolację;) Przed wystawą będzie znów spacerek, dla mnie dobry trening, a Gisu, będzie miał czas na toaletę, wybieganie się i relax, coś czuję, że pięknie mi się wystawi. Zawsze po spacerze, jest super posłuszny, a na wszelki wypadek jego ulubione smaczki i serki są już spakowane ;)
A jak Gis się przygotowywał przed podróżą? Oczywiście zadbał o perfumy, a gdzie zdobył świeże odchody koziołka, samca sarny? O tym poniżej..
Jak zwykle poszliśmy na cały spacer z bandą, i tym razem jak zazwyczaj, dołączyli do nas Łukasz i Dominika. Każdy wziął w dłoń smycz i swojego czworonoga i poszliśmy na skarpy. Z racji tego, że ośrodek pełen jest studentów co = niespodzianki, masa grilli i potłuczonego szkła, wolałam nie kusić losu. Kiedy wyszliśmy po za teren ośrodka i odeszliśmy jeszcze kawałek puściliśmy całą bandę, oj zaczęło się wówczas pościgowe szaleństwo. Najgorzej oczywiście miał Gis, bo dziewczyny ciągle na niego polowały. Ale on nie był im dłużny, zanim weszliśmy na naszą polanę, coś mnie tknęło by zwołać psiaki na smycz. Wszystkie szybko wróciły, moja radość z tego faktu tym bardziej wzrosła, gdy doszliśmy do pierwszych bagienek, bowiem tam, na wprost nas, nie wiem czy z 15 metrów od nas (mimo wieczoru byłam w stanie dostrzec każdy jego anatomiczny szczegół, ba nawet to jak sterczy mu sierść na uszach) stał w całej okazałości koziołek, samiec sarny, z pięknymi rogami!!!! Ani myślał się ruszyć, byliśmy w totalnym szoku, Bartek uznał, że musiał czegoś pilnować. Kiedy odeszliśmy i on powoli odszedł. Kiedy doszliśmy na polanę, czyli jakieś 30metrów od spotkania z owym czterokopytnym stworzeniem, puściłam pierw Ish, ale ta mimo czujki ładnie dawała się odwołać, potem Gis i już widać było, że zapomnieli o spotkaniu, ostatnia była Kala, bo choć nie jest z niej jakiś morderca, uwielbia się popisywać. Potem zaczęło się totalne szaleństwo, pościgi, polowania, pływanie w rzece itd. W końcu Kala znikła na chwilę dłużej w krzakach, przyleciała cała uszczęśliwiona, o całej brązowej szyi i zapachu... Nie trudno się domyślić, że sekundę później był już tam i Gis, zanim doszłam na miejsce, facet zdążył się wytarzać do tego stopnia, że już 5 metrów od niego było go czuć, a kolor sierści? Cała szata była prawdziwie wilcza... tak było mało białego na jego ciałku... Nawet kolejne kąpiele w rzece nie pomogły.. Powrót był już spokojny, psiaki wybiegane, grzecznie szły obok siebie, a Bartek ciągle czyścił dłonie po Gisu na czym się da.. ja zreszta robiłam to samo po Kali ;) Zobaczymy co będzie jutro, za karę zostaje na podwórku, oby świeża trawka i rosa zrobiły swoje, oczywiście o ile się nie schowa do budy, cwaniak ;) Najwyżej nas do pociągu nie wpuszczą( a na pewno będziemy mieć "prywatny" przedział) lub będzie miał o 6 rano porządną kąpiel z psim szamponem. :P
Trzymajcie za nas kciuki w niedziele!