Krajowa wystawa w Dobrym Mieście, 09.05.2010

Podróż i cały wyjazd opiszę później. Co zaś o wystawy.. Z racji tego, że drogę poznałam już wcześniej z gospodarstwa agroturystycznego w którym nocowaliśmy, wyruszyliśmy dość późno. Spokojnym spacerkiem przeszliśmy miasteczko i dotarliśmy na miejsce. Przyznam, że z lekkim cykorem, bo mimo porannego, dłuugiego spaceru i teraz tego drugiego przed samą wystawą Gis nie zdecydował się na toaletę (później nadrobił to w Warszawie ;) ). Spodziewałam się więc surprise na ringu ;). W końcu to nie maszyna, ma swoje prawa natury.
Dotarłszy bez problemu na miejsce, ulokowaliśmy się na zielonej trawce przy owczarkach colli. Przywitaliśmy się ze wszystkimi, już wcześniej przybyłymi. Potem zostawiłam, rzeczy i postanowiłam się jeszcze przejść z chłopakiem po ringu by, poznał wszystkie zapachy i potem nie ciągnął. Tam też spotkaliśmy Tajgulkę, widać, że dziewczyna dojrzewa i dorośleje, a praca z właścicielami idzie na plus. Poznaliśmy tam również butnego przystojniaka, 9 miesięcznego psiaka rasy Welsh corgi cardigan (jak się później okazało mieliśmy szczęście w tym dniu do tej rasy) i jego miłą właścicielkę, Jadwigę. Jak się okazało, był on dopingowany przez co najmniej cztery pokolenia swojej dwunożnej rodziny, godne podziwu! Zaś sam Gis, miał okazję poznać bliżej,poznać malutką dziewczynkę, ba! Nawet dostać małe co nieco od słodkiej wnusi Jadwigi, dziewczynka to prawdziwa psiara, a kiedy zaczęła się przytulać do Gisa, to aż mi się serce rozczuliło. Gisu oczywiście zareagował, jak to na dziecko, totalny luzik i zadowolenie, choć i tak najbardziej go interesowały pyszne kiełbaski schowane przed nim.
Sędziowanie dwóch ras przed nami poszło dosłownie expresowo, że byliśmy w totalnym szoku, że to już my. Gisotsu ledwo przeciągnęłam szczotką (co by nie zostało pół tony sierści w dłoni sędziny jak go dotknie, ech.. niech się skończy ta wylinka), a już się prezentowaliśmy. Gis był bardzo grzeczny, przyznam, że mieliśmy problem z odgadnięciem, która z pań przy stoliku jest sędziną, ale zaraz wystąpiła nam na przeciw. Powiedziałam, że jeśli sobie życzy, może sama sprawdzić zęby i resztę. Mój bury wszystko zniósł z iście stoickim spokojem, nic tylko można być dumnym. Declan, choć wystawiany od baby-ka, już miał większe problemy, ale jąderka dało się zobaczyć. Potem jeszcze ruch, ja oczywiście nie zwinęłam ringówki i Gis próbował sobie pobiec swoją ścieżką, ale w miarę szybko się dogadaliśmy co do kierunku biegu. Przy opisie, też ładnie stał, nie chciałam go poprawiać, jak coś wolałam, zrobić kółeczko wokół siebie z nim, bo przecież sam umie się ustawiać. Potem kolej Declana, ogonek trochę zdradzał jego nastawienie, no ale młody jest, ma jeszcze dużo czasu. My dostaliśmy ładny opis z kilkoma wpadkami sędziny ;) : "17 miesięczny pies, rosły, piękna głowa, świetna szyja, bardzo dobra górna linia, dobrze ustawione przednie kończyny, bardzo płytka klatka piersiowa,podkasany, prawidłowo ustawione tylne kończyny, dobrze kątowane, ładny w ruchu". Oczywiście pierwsza i podstawowa wpadka, sędziego nie mającego zbyt dużej styczności z rasą, czyli :doszukiwanie się cech owczarka w wilczaku. Na ten przykład: zbyt płytka klatka, gdzie to jest przecież atut Gisa, co do "podkasanego", kiedy psu wychodzi sierść, nie można oczekiwać, że będzie ulizana jak na borderze;) No ale ma jeszcze czas, w końcu grupa I FCI mała nie jest;)
Przy porównaniu sędzina stwierdziła, że bardziej podoba jej się Declan, że Gis nie jest w jej guście (nie było wypominania co to jej się tanie nie podoba w Gisotsu), jednak stanowczo za charakter, Gisu obejmuje lokatę pierwszą, mimo wewnętrznej walce w sobie sędziny. Ja tam się nawet cieszę, bo są sędziowie, u których się nie chce wygrywać. Później, Gis wygrał porównanie z Dorren, jednak bez BOB-a, bo Gis po prostu nie pasował sędzinie i to rozumiem, bo przecież są różne gusta(nam i tak najbardziej zależy na wygranych w kraju pochodzenia rasy). Choć jedni mogą powiedzieć, że gusta gustami, ale wzorzec jest jasny, a konsekwencja w działaniu powinna być do końca. Jednak z tego co się dowiedziałam, to nie byliśmy pierwszą ani ostatnią rasą gdzie nie przyznano BOB-a, w innych rasach, było ponoć bardzo dużo ocen bardzo dobrych, a nawet dobrych. Pani sędzina tez była bardzo oszczędna w wydawaniu certyfikatów, co akurat cenię w sędziach. Ja tam się tym ogólnie, nie przejmuję, mi zależało tylko na Zwycięstwie Młodzieży, by w końcu zakończyć ten championat (nota bene, właśnie dostaliśmy mail-a, że oczekiwanie może potrwać około 59 dni, a dyplom zostanie wysłany na nasz adres). JUUUUPII udało nam się! Wszystkim zwycięzcom gratulujemy!

P.S. I tak najlepsze w tej wystawie była podróż na nią, poznani ludzie, i powrót, (Paweł jeszcze raz dzięki za odwózkę ;) ).