Klubowa wystawa w Łodzi i wycieczka do ZOO

W ten weekend, w Łodzi, odbyła się Klubowa Wystawa Psów Pasterskich Niepolskich. My choć zgłosiliśmy trójkę, to pojawiliśmy się tylko z jednym. Powód był prosty: Ishka została już w przedbiegach wycofana, a dokładniej jej zgłoszenie z powodu cieczki, Kala jako że już a)skończyła Championat, b)w konkurencji miała sunię właściciela, który dobrze zna sędziów, uznałam, że nie ma sensu jej ciorać na wystawę( jak się okazało miałam słuszne podejrzenia, bo sunia zgarnęła wszystko:)) - i tu nie ma nic z zgryźliwości, po prostu jest jak jest w tych świadkach i tyle :). W ten sposób został tylko Gis do prezentacji ;)
Dzień zaczął się całkiem przyjemnie, cudownie było nie musieć wstawać bladym świtem na wystawę. Tymi szybko się ubrał, sam już potem prowadził Gisa do auta dumny z siebie jak paw ;) Po drodze zgarnęliśmy szwagierkę i już jechaliśmy. Gis był wyjątkowo spokojny mimo najazdu tych wszystkich studentów i szczekliwych owczarków niemieckich, których wystawa Klubowa odbywała się u nas w Sulejowie ( psów było tyle zgłoszonych, że sędziowani byli dwa dni!!!!) i duuuża ich część nocowała u nas na ośrodku. Na wystawę dotarliśmy wyjątkowo bez przeszkód, na wystawie, też już udało się nam tanio zaparkować... Tylko był mini kryzys, bo choć Tymcio jeszcze nie ma dwóch latek, już biega w majteczkach, a niestety sen jest jeszcze jedynym momentem, kiedy nie do końca jest kontrola ... I tak w pewnym momencie zostaliśmy z Gisem sami na wystawie, bo reszta ekipy próbowała zażegnać sytuację kryzysową ;) Później już Tym ganiał po całym stadionie z ciotką, a potem odpoczywaliśmy na słoneczku. Ja oczywiście nie miałam numerka, ale tu z pomocą przyszła nam Lilowata, czyli właścicielka Lilki vel Par. Jeszcze raz DZIĘĘĘĘKI! Potem, co jakiś czas Lilka zostawała z nami, no cóż, Gisu z tego powodu był baaardzo zadowolony, jak nic, narzeczona mu pasuje ;) A dziewczyna naprawdę jest pozytywnie zakręcona, taka sama jak Kala ;) Tymi też został przez nią wycałowany. Później nam już dłuużyło się czekanie, szczerze mówiąc przyjechaliśmy trochę później, bo sądziłam, że przyjedziemy praktycznie na sędziowanie.. a tu jeszcze tyyyyyle trzeba było czekać. Gis oczywiście, podrywał w międzyczasie wszystkie wilczakówny inne sunie jakoś go tak nie ruszają, na samców warczał, no ale to już pan pies, ojciec dzieciom ;) Zaś każdego człowieka witał swoją słodyczą i zachęcał do pieszczot, których ciągle mało :). W końcu przyszła kolej wilczków, ja oczywiście musiałam zrobić wielkie wejście i tak, noga która ostatnio mi doskwiera, w tym momencie odmówiła współpracy i tak nie utrzymała mnie i buuum! Na szczęście upadki mam opracowane i bez większej szkody znów byłam na nogach, tylko Gis się patrzył "O co kaman?". Na ring teoretycznie mógł wejść Bartek, ale jakoś tak wolałam sama. I tak ja z duszą na ramieniu, czy mi noga znów nie zastrajkuje, wybiegłam na ring, Gis oczywiście wyczuł mój stres (kochane psisko) i widać, że czuł się zagubiony, ciągnął, drapał się ( choć tu raczej zawiniła ringówka, która już tak na niego działa) i kręcił. Po kolejnym kółku, usłyszałam jednak wspaniały doping Tymcia, czyli wielki okrzyk "MAMA!!", a potem kiedy czekaliśmy na naszą kolej do opisu, moje Słoneczko mnie cudnie naładowało tuląc mnie ze wszystkich sił. Już mi stres odszedł, szybko można to też było zauważyć na Gisie, który był jedynym psiakiem, który dał się sędziemu obmacać dokładnie, by mógł wszystko sprawdzić, w tym i bezproblemowo zęby jak i jądra, co zostało docenione dodatkowym wpisem w karcie wzmiankującym o dobrym charakterze. Jupii!! Potem już biegł jak dawniej bez ciągnięcia, na luzie. Bardzo podobało mi się, że sędzia nas przestawiał podczas biegu, i nawet kiedy Gis był w środku, a psiak za nami trochę za bardzo zbliżał się jego klejnotów, wystarczyło jedno "fuj" i nie było, żadnych ekscesów typu warczenie, rzucanie się na siebie czy coś w tym stylu. Gis zgarnął drugie miejsce, mimo to uważam, że wygraliśmy, bo pokazaliśmy się mimo wszystko z najlepszej strony i choć wiem, że pewnie fajnych zdjęć mieć nie będziemy, mam świadomość, że każdy kto tam był sam dla siebie wie jak było. Mamy świetny medal, tym nawet lepiej, że srebrny, bo ładniejszy i idealny jako breloczek, taak za to lubię te wystawy łódzkie, zawsze medale są ładne i ciekawe. Cudnie też było zobaczyć psiaki na żywo, bo zdjęcia zdjęciami, opisy opisami, a rzeczywistość to i tak swoje ;) Dzięki temu można mieć własną ocenę, bez sugestii innych, na temat każdego psiaka, co jest cenne w tym hobby. Genialnie też było naprawdę spotkać Lilkę i jej pańcie, oby do rychłego, kolejnego spotkania i resztę ludzi ;) Zaś Cwanym Wilkom, bardzo dziękujemy za zaproszenie i jeszcze raz przepraszamy, że nie daliśmy rady czekać.

Po naszej ocenie, już nie chcieliśmy dłużej marznąć, bo mimo słonka było dość zimno, zgłodnieliśmy też odrobinę i tak ruszyliśmy w stronę powrotną, zatrzymując się na małe co nieco. Po drodze, jednak postanowiliśmy jeszcze odwiedzić łódzkie zoo. Niestety psiaki mają tam wstęp wzbroniony, jednak Gis, raczej był z tego powodu szczęśliwy, bo wreszcie, w spokoju mógł odespać w aucie nieprzespaną noc. My ruszyliśmy na zwiedzanie, sporo się zmieniło, raczej na plus, co bardzo mnie ucieszyło, i tak w zoo spotkaliśmy śpiewającego, czarnego łabędzia, tańczącego słonia, tygrysy leniuchujące niczym wilczaki, rudą, zaczepną świnię, ciekawskiego żubra. Trafiliśmy na karmienie w mini zoo i tak Tymi karmił kózki, zaczepiał szopa pracza, pogłaskał króliki. Wróciliśmy padnięci.. Gis oczywiście dalej spał.
To był baardzo udany dzień. Gis pewnie i tak najbardziej cieszył się z psot i harców z psiakami teściów po powrocie, a my z kolejnego dnia razem.
Wszystkim, życzę tak pozytywnych niedziel ;)

P.S. Mimo iż w ZOO nie było wilków, była ciekawa tablica z informacjami o nich, którą widzicie w poście ;)