Gis poznanaje uczelnię w Częstochowie;)

Jako że rozpoczął się kolejny rok studiów, ja z racji zdrowia, musiałam, wziąć urlop dziekański, jednak Bartek postanowił spróbować i tak stał się studentem Politechniki w Częstochowie. W sobotę, by nie tracić naszego wolnego dnia, szczególnie, że był tak cudnie słoneczny zabraliśmy się ( ja z Gisem, tym został z dziadkami, doglądać prac jesiennych na gospodarstwie ;) ) z nim. I tak kiedy kochany mąż siedział na wykładach my z Gisem poznawaliśmy uliczki miasta, ja zaś próbowałam porobić jeszcze parę ciekawych miast, do moich prac na studiach (mimo urlopu, nie zamierzam, całkiem zapominać na ten czas o nauce). Gis spisywał się na medal, kiedy zaś wracaliśmy na uczelnie, bo Bartkowi zbliżała się dłuższa przerwa Gis popędził mu w ramiona niczym w finale filmu romantycznego,...a zaraz potem poleciał do drzwi uczelni, gdzie było też wejście do pachnącej stołówki ;) Ludzie mieli ciekawe miny, że taki wilk pod drzwi podleciał, a jaką mieli radochę, że taki przyjazny i z chęcią głaskali, miziali młodego drania ;) A my już wiemy: kiedy chcemy znaleźć dobrą jadłodajnię puszczamy Gisa i idziemy jego tropem :D:D Ten to umie nam reklamę zrobić.

Poza tym jestem z niego dumna, że jak na psa mieszkającego w lesie, mającego swoje stado i jednak bardzo rzadko zostawianego samego, idąc do sklepu Gis pięknie czekał przed nim. Nie gryzł smyczy, nie "płakał", nie reagował na innych ludzi czy psy :D
Z mężem i Gisem wybraliśmy się też na Jasną Górę, jednak trafiliśmy na mszę i to na polu, tak więc, darowaliśmy sobie fotorelacje, zaś między straganami już dawno nie widziałam takiego tłumu ( w którym nota bene, co chwila słyszeliśmy " Jaki wilk!" "Wilk!" i pytania o rasę). Dopiero na jego końcu, postanowiłam cyknąć moim chłopakom zdjęcie jak oglądają obrazki.. ech leniuch jestem.. Później znaleźliśmy mini park, a tam w słoneczku, na ławeczce, spędziliśmy najleniwiej i najprzyjemniej od daawna parę dłuuższych chwil. Do tego stopnia nas to słonko i spokój rozleniwiły, że mało brakowało a byśmy się tam pospali ;) Co Gisotsu zresztą uczynił ;)
Nawet możecie to zobaczyć w galerii,Kliknij tutaj


Zapraszamy ;)
Później na Jasnej Górze, posililiśmy się przeepyszną zapiekanką i znów trzeba było wracać na uczelnię. Kiedy więc tak mieliśmy z Gisem parę godzin dla siebie, postanowiliśmy kontynuować spacery, a potem postanowiliśmy zawitać do supermarketu by na najbliższy tydzień zaopatrzyć lodówkę i uzupełnić chemię. Gis został w aucie, ten chłopak mnie ciągle zadziwia, on w aucie czuje się jak ryba w wodzie, idzie tam po prostu spać i NIC, ale to nic go nie rusza, a to niezły kontrast w porównaniu do wręcz panikującej, szczególnie na dłużej Ishtar ( która już ma na swoim koncie, dwa zdemolowane auta ;) ), oczywiście mam tu na myśli gdy zostają same, bo jak są minimum w dwójkę, to auto wręcz kochają ;). Jednak i tak, Kala to chyba u nas najbardziej zmotoryzowany psiak. Gis w nagrodę dostał pyyyszne, krwawe jedzonko.

I tak spędziliśmy tą niedzielę, leniwie, socjalizacyjnie, no i Gisu, znów przypomniał sobie co to auto. Zaś my nie straciliśmy całkiem niedzieli, jak soboty :)
Mam nadzieję, że tak będzie częściej ;)