Małe mają prawie tydzień.. małe podsumowanie

Już jutro, po godzinie 17 pierwszy malec skończy tydzień, a za nim każde po kolei ;) Tak więc postanowiłam napisać małe podsumowanie i odrobinę o tym jak to się zaczęło. Tak więc wróćmy do początku...
Od piątku Ish robiła się coraz bardziej niespokojna, w sobotę była tak nie do wytrzymania,że było pewne, iż to początek porodu! Koło 16-tej, Bartek postanowił wziąć ją na spacer, jednak szybko wrócili, bo okazało się, że się zaczyna! Weszłam z Ishtarką do przygotowanego wcześniej, dla niej pomieszczenia i bum! Odeszły wody płodowe! Ishtarka była bardzo dzielna i już o 17:19 pojawił się pierwszy malec na świecie - chłopczyk. Potem była dłuższa przerwa i o 18:47, do już czyściutkiego braciszka dołączył drugi, a potem było już z górki. O 19:34 przyszła na świat pierwsza sunia, a za nią kolejno jeszcze jeden chłopczyk i dwie dziewczynki. Małe były ogromne, gdy włożyłam je na wagę, nie mogłam uwierzyć, każde ważyło około 500 gr!! Najmniejsza była jedna z dziewczynek, ale od reszty odbiegała tylko wagą, którą już obecnie zdążyła nadrobić z nawiązką ;) Poród skończył się około 22:00. Ishtarka wymęczona, ale widocznie już znacznie bardziej rozluźniona i spokojna, rozłożyła się wygodnie. Cała noc minęła spokojnie. Następnego ranka, Ishtarce wrócił apetyt, od tamtej pory, pochłania codziennie ponad litr mleka, dużą ilość suchej, bardzo dobrej jakość i odpowiednio zbilansowanej, karmy, do tego, dostaje twarożki, gotowane warzywa i mięso. Po niej, ledwo co widać, że tyle je(!), za to po małych.. Są już prawie dwa razy takie jak po urodzeniu! Mimo, iż w domu jest dość ciepło, to nabrały pięknego futerka (widać to po prostu dobra genetyka), nie za miękkiego, nie za twardego, za to gęstego, po prostu wilczego! Nabierają już też coraz bardziej wyraźnych kolorków. Zadziwiają mnie ich pazurki, wielkie łapki, trójkątne uszka i to jak już zasuwają. Jednak najlepsze jest to, że już potrafią prawdziwie wyć! To jest niesamowite i piękne.. We wtorek maleństwa miały swoją pierwszą indywidualną sesję zdjęciową, na której można było odrobinę zauważyć jakie mają charakterki. W większym skrócie (według kolejności jak były robione zdjęcia podczas sesji zdjęciowej):
-P. Zielony : to psiak, który szybko aklimatyzuje się w nowej sytuacji, potrafi spać w każdym miejscu i momencie, jest jednym ze spokojniejszych szczeniaków w stadzie. Ma w sobie coś magnetycznego.
-P. Pomarańczowa : to już większy rozrabiaka, choć też się szybko zaaklimatyzował i dał obfotografować. Ma często najciekawsze pomysły w jaki sposób i miejscu spać, a po mamusi ma chyba to, że głowę zawsze ma na czymś/kimś, byleby była w górze;)
-P. Żółty : najdłużej kazał na siebie czekać podczas porodu, od samego początku był najgłośniejszy, z niego też jest już większy kręciołek. Jednak odpowiednie pieszczoty i już mu się podoba w nowym miejscu.
-P. Niebieska : pierwsza dziewczyna w miocie, ma chyba najmocniejszy sen ze stadka ;). Spokojna, pewna siebie, by dostać się do cysia potrafi robić niesamowite akrobacje. Szybko przyzwyczaja się do nowego miejsca.
-P. Biała : była najmniejsza kiedy się urodziła, a raczej najszczuplejsza, jednak już podgoniła rodzeństwo. Jest chyba najdelikatniejsza ze stadka. Podczas sesji strasznie się na początku kręciła, dopiero jak possała palca.. Jakby zaczarowana, w sekundę się uspokoiła, znalazła wygodne miejsce i zasnęła. Jest strasznie słodka, prawdziwa pieszczocha.
-P. Czerwony : pierwszy przyszedł na świat, największy od samego początku, pewnie też i dlatego jest strasznym mamisynkiem. Wzięty od mamy "śpiewa" na cały głos, jednak na niego najlepszym sposobem, nie jest palec do ssania, czy mizianie, a po prostu przytulenie. Strasznie to lubi i czuje się najlepiej, położony na "sercu". Pan Czerwony też ma najintensywniejsze kolorki z całego stadka.
Co jeszcze się u nas dzieje? Tymek skrupulatnie pracuje nad socjalem maleństw, codziennie rano dzień rozpoczyna od odwiedzin maluszków. Zachwyca mnie jak szybko podłapał, że żeby je uspokoić, to trzeba wziąć je tak jak ja to robię, (na serduszko, koło szyjki) i do uszka mówi "ciiii", starając się jeszcze głaskać. To jest po prostu widok jak z bajki! Ja znowuż, ze swojej strony staram się stymulować szczeniaki neurologicznie ( więcej o tym tutaj: http://www.lundehund.pl/pl/node/51 )i dostarczać im jak najwięcej bodźców zewnętrznych, jednak na tyle by ich to nie przytłoczyło. Dodatkowo, maluszki mają codziennie czyszczone legowisko, codziennie są prane prześcieradła(szczególnie, że u Ish wciąż jest połóg) i nie tylko na których śpią, co mam nadzieję wpłynie na ich większą chęć do utrzymywania czystości w dalszym życiu ;)
Mało napisałam o samej Ishtarce jako mamie, a trzeba jej przyznać spisuje się rewelacyjnie, małe są wypielęgnowane, ciągle karmione, pilnowane i widać, że kochane. Ish od początku była bardzo opiekuńcza, na pierwszą toaletę, wyszła dopiero trzeciego dnia po porodzie!! Jednak i to na krótko, dopiero wczoraj dała się wyciągnąć na troszkę dłuższy spacer gdy maluchy spały. Ishtarka też dopiero zaczęła się przyzwyczajać, że kiedy bierzemy na ręce któregoś z maleństw to nie musi biegać w koło, piszcząc, jakby chciała się go wypytać, czy wszystko w porządku. Jednak najbardziej chyba rozczula mnie widok, kiedy układają się do snu.. Szczeniaczki przyssane do mamusi, a ona zwinięta bardziej, tak by je otulić, głowę kładzie delikatnie na nie, tak jakby chciała mieć pewność, że żadne nie zmarznie ;)Trzeba też przyznać, że Ish wręcz ze stoickim spokojem znosi odwiedziny naszych najbliższych znajomych i rodziny, którzy chcą pooglądać maluszki, co też mam nadzieję, będzie dla nich dobrym socjalem.
Powoli padam, tak więc kończę, wybaczcie chaotyczność w tym "artykule" oraz błędy, ale zmęczenie daje mi naprawdę popalić :) Mam jednak nadzieję, że ta mała relacja choć troszkę zaspokoiła Waszą ciekawość.