Takie moje, nasze drobrne refleksje na nadchodzący czas..

Zbliża się dużymi krokami rok 2011.. Nasza rodzina powiększy się o kolejne maleństwo, psiaki dokładnie to wyczuwają.. Ish już nabrała figurki po szczeniakach, teraz tylko sutki sugerują o jej niedawnym porodzie i macierzyństwie. Gis schudł od wycia z rozpaczy do "pachnącej" Kali, Bali nauczył się nowych sztuczek, na szczęście bez niespodzianek. Dodatkowo teraz ciągle czekamy na duplikat rodowodu Kali, byśmy mogli zrobić jej prześwietlenie z wpisem do rodowodu stawów biodrowych i łokciowych. Od tego też uzależnimy krycie Kali, bo mamy dość sporo zapytań, tym bardziej, że jest ona w każdym stopniu inna od Ishtarki, no i jej maluchy, stanowczo szły by bardziej do domów ukierunkowanych typowo na duuużą i określoną pracę z psem. No ale to wszystko póki co gdybanie.. Póki co zastanawiamy się co będzie z Rią, bo choc są o nią zapytania, póki co nie mamy przekonania, by to były osoby odpowiednie do posiadania wilczaka.. Niestety ich wygląd i moda na tą rasę robi swoje, a przecież nie jest to łatwa rasa, wymagająca dużo od właściciela wiedzy, umiejętności i charakteru.. Wolimy już by została z nami, niż miała pójść do domu, którego nie będziemy pewni. Prawda też jest taka, że od tego będziemy uzależniać nasze plany wystawowe.. W końcu psiaki już polskie championaty mają.. teraz Gisu i Ish mają na wykończeniu dorosły i grand Słowacji.. Tak więc zostaje nam podróżowanie z Kalą,( choć ona nie jest zbyt wystawową suką, wolę ją w sportowej wersji ;) ) bądź Czechy.. może Litwa, Węgry.. ale tam już wystawy swoje koszty mają.. a przecież psy na tytuły nie polują, tylko właściciele. Nie powiem, bardzo lubię samo w sobie wystawianie i prezentację psiaka.. jednak bez jakiś motywacji, dodatkowych bodźców to aż szkoda kasy, bo ile za to można byłoby zabawek burym kupić, jakiś dodatkowy sprzęt, a może nawet spróbować zrobić domowy tor agillity... jest dużo pomysłów. Dlatego w tym roku pewnie wystawy nie będą ani tak liczne, ani dokładniej planowane, choć wstępna lista jest ;) W końcu to dla mnie zawsze jest taki urlop i oderwanie od rzeczywistości, pracy, spotkanie z ludźmi o tych samych pasjach i wariacjach, potrafiącymi tak samo jak ja do znudzenia gadać o psach :)
W tym roku zależnie od samopoczucia naszego Tymcia i Cyprianka, oraz psiaków, zadecydujemy na które obozy i spotkania się wybierzemy, choć wypad na Słowację jest pewny w 100%. Prawda też jest taka, że jeśli Ria zostanie z nami, to będziemy częściej na wystawach. W końcu ona się najbardziej podobała p. Niciewicz, więc szkoda byłoby tego charakternego diablika chować w domu przed ciekaw(y/ski)m, ze swoimi plusami i minusami, światem. Jeśli zaś kogoś odpowiedniego znajdziemy, będzie tak jak wcześniej napisałam. Pożyjemy, zobaczymy, w końcu plany, planami, a życie i tak wszystko po swojemu lubi zweryfikować..
Teraz na pewno planujemy pojawić się w Presovie, na wystawach Championów w Lesznie i na Słowacji.. a potem zobaczymy..
Zatem do zobaczenia!