Przegląd hodowlany naszego miotu 'B'.



Tak cudnie sobie leżały.

Dzień zaczął nam się niezwykle pracowicie, bo był odbiór 3 dostaw z hurtowni, kilka rozmów jeszcze, a pro po małych. W dodatku mieliśmy w zastępstwie ekspedientkę, więc pracy było jeszcze więcej. Kiedy w końcu uporaliśmy się ze wszystkim, zebrałam psiaki ( na szczęście pomogła mi Madzia, bo sama tych kluch na raz do auta bym nie przeniosła do wanienki, reszta poszła na ręce i zapakowaliśmy je do auta. Gdy dzieciaki je zobaczyły nie dało rady od jechać bez choć krótkiego miazianka. W końcu wyruszyłam.
Pierwszy przystanek : przychodnia weterynaryjna, chipowanie. Jednak za nim tam dotarliśmy czekał na nas korek (mamy przebudowę mostu), postaliśmy sobie, gdy w końcu ruszyliśmy (to trochę za dużo powiedziane), jeden maluch nie wytrzymał i zrobił kupkę. Na szczęście, widać, ze karma i reszta jedzonka ładnie się przyswaja w brzuszku i jelitkach, więc kupka była zwięzła, mała i łatwa do sprzątnięcia. Jednak jako że w portfelu po hurtowniach zagwizdały pustki, musiałam, zajechać do banku, małe na ten czas zostały w aucie (podglądałam je przez okno) i grzecznie spały, lub co najwyżej wyglądały przez okno! Szok! Myślałam, że będzie gorzej, bo na początku jazdy małe się trochę kręciły i próbowały wyjść. Tak też było przy każdym ruszaniu, ale po kilku "FE!" i "FUJ!" (małe coraz lepiej na nie reagują) uspokajały się i albo wyglądały przez okno, chodziły, czasem nawet się bawiły jednak najczęściej spały.



Reszta czekała grzecznie w aucie.
BABNE'A & BARBELO

W końcu dotarliśmy do weterynarza, tam okazało się, że spotkaliśmy fankę naszej rasy, więc znów miał kto mi pomóc. Małe braliśmy po dwa, były osłuchiwane, macane, zaglądanie w oczka, uszka, ząbki i chipowane. Najlepiej na stole czuła się Bystra, widać, że mała już wie(pisana jest jej wystawowa przyszłość). Najlepiej zaś chipowanie zniósł Barakijal, najbardziej zaś się wykłócał Bahram. Później małe znów musiały chwilę poczekać, bo znów musiałam udać się do bankomatu, ale i tym razem wszystkie pięknie spały a Bystra Bedaliel dodatkowo była pięknie wymiziana, przez nasza nową koleżankę, która pilnowała by mała miały się ok. Ech jak dobrze, że pogoda nam sprzyjała, bo choć było pochmurno (dzięki czemu chłodniej) to nie padało. Wyruszyliśmy do Łodzi..
Po lekkim błądzeniu, w końcu dotarłam do Związku, tam znów pokazała się przyjazna dusza i pan pomógł mi zanieść skarby na górę. Jednak o dziwo, okazało się, że jesteśmy za wcześnie i czeka nas godzina czekania. Małym to ani trochę nie przeszkadzało, od razu zaczęły się załatwiać ( jak grzecznie(!), czekały aż wysiądą z auta(?), chyba podtykanie papieru pod pupę/ sisiorka, który się zaczynał załatwiać, pomo0gło w nauce czystości - nauczyły się gdzie wolno, a gdzie nie). Potem zaczęły się psoty.



Psoty.

Zaczęło się obgryzanie, gonitwy, ciąganie wanienki, gryzienie drybed'a, wskakiwanie i wyskakiwanie z wanienki, zainteresowanie mopem, koszem.. Nic ich nie stresowało. Zaś panie, które przyszły popodziwiać nasze cuda, bardzo się spodobały, szczególnie spodnie ;) Małe dostały świeżą wodę do picia i psociły dalej. Ja zaś mogłam je troszkę obcykać, na szczęście okno w pokoju dawało oddech od duchoty.



Niektóre przysiadały i obserwowały,
by zaraz znów włączyć się do psot.

W końcu padły, oczywiście jeden na drugim, przekomiczne pozy przyjmowały, a ja dalej je obfotografowywałam. Gdy nagle przyszła Pani Jadwiga Niciewicz. Zaczęła się więc w pierw papierkowa robota, w tym czasie małe się zdążyły obudzić i do psot znów zabrały. Mnie już wiedzą, że raczej za spodnie się nie łapie, chyba, że się rozbrykają, więc... Zabrały się za sznurówki i spódnicę p. Jadwigi. Na szczęście, nasza pani jest wyrozumiała dla takich rozbójników i ich szpileczek (uff). Chyba je za bardzo socjalizowaliśmy ;D



Z p. Jadwigą Niciewicz.

Skoro małe nie spały, zaczął się przegląd. Były sprawdzane jajeczka, zgryz, uszka, główki, oczka, dosłownie wszystko co się dało. Wszystko i wszystkie przeszły pozytywnie.
Opis dostaliśmy następujący:
"Bardzo ładny miot, prawidłowo odchowany. Wszystkie szczenięta mają zgryz prawidłowy, u psów jądra wyczuwalne, schodzą do moszny. Bardzo ładne głowy, małe uszy, piękne umaszczenia. Szczenięta bardzo żywotne, wesołe, ufne. Przegląd w związku."
Jesteśmy baardzo dumni, z maluchów, teraz czekamy do wtorku na metryczki dla całej ósemki!! W drodze powrotnej znów miałam kilka pomocy, a za nim dotarliśmy do auta, kolejni oczarowani musieli młode poznać. Bahram jako zabrany na samym końcu, jeszcze przywitał się z przybyłymi do przeglądu maleństwami (rasy nie powiem, bo nie jestem pewna;), nie moja grupa FCI), a na dole z wielkim (jeszcze nie widziałam tak dużego) psiakiem, yorkiem. Poczuł się trochę onieśmielony, ale w aucie szybko odzyskał pewność siebie :).
Podsumowując: małe są zachipowane, zostały docenione, zauroczyły nie jedną osobę. W aucie spisują się wzorowo, w nowych miejscach szybko się odnajdują, nie są strachliwe, lecz bardzo psotliwe. Umieją zostawać w aucie (!), takich miotów, życzyłabym sobie więcej...
Na koniec zagadka:


Ile widzisz wilczaków?

Małe same tak się poukładały, a wieczorem postaram się dodać resztę zdjęć.