Nauka i socjalizacja Barja'ila :)

Jako że mały został ostatni, a teraz jest czas na pracę i socjalizację, postanowiliśmy tego nie zaprzepaścić (i wykorzystać, to że teraz naprawdę można z nim popracować) i powolutku uczyć go świata oraz życia z człowiekiem poza domem.
Zabrałam dziś młodego na spacer, o dziwo bardzo ładnie szedł na smyczy, reagował na korekty, oczywiście, nie zawsze od razu, ale nie ciągnął, czasem tylko lubił się na moment zaprzeć, jednak zachęcony ruszał dalej. Najzabawniejsze było jak ciągle starał się mieć na oku Cypriana w wózku, a z wózka Cypisek kukał na niego. Mały ładnie szedł przy lewej nodze, a kiedy chciał zmieniać stronę, było "FUJ!", "LEWA" i z delikatnymi podpowiedziami za pomocą smyczy i klepania w nogę, wracał na swoje miejsce.
Postanowiłam go odrobinę nauczyć co to jest ulica i auta, bo jako, że mieszkamy w lesie jest to jednak rzadki widok. Mały o dziwo dość mało zwracał na nie uwagę, już raczej omijające korek, auta, jadące naszą ścieżką go bardziej ciekawiły. Wtedy wolał zbliżyć się do mnie i obserwował. Nie ma jeszcze do nich super zaufania, ale jak na pierwszy raz było naprawdę dobrze. Już bardziej go stresowały obce psy, wyskakujące do bramy i drące się na całe gardło..
Później w lesie mijała nas.. 'szamboniarka' - czyli nic innego jak auto przystosowane do wywożenia nieczystości, dość głośne, o dziwo nie śmierdzące (!!!). Mały wówczas znów stanął i obserwował, a ogon był luźno spuszczony w dół!
Kolejnym nowym, był kundelek idący z parą starszych państwa, psiak zaszczepiony ( o co uprzednio wypytałam) więc pozwoliłam na bliższe spotkanie. Młody pierw nieufny, zaraz zaczął zamęczać, starszego pana psa, odrobinę owczarkowatego. Podczas podlizywania się przez naszego Barję, panu Psu, postanowiłam spróbować odwołania, o dziwo, nie za pierwszym razem, ale jednak(!), zrezygnował z zabawy i przyszedł do mnie. Później w lesie postanowiłam go pouczyć trzymania się blisko i przy wołania. Tu znów mnie zadziwił, mały bardzo ładnie trzymał się nas, szedł zaraz obok mnie, albo wózka, stanowczo przyjemniej mu się szło z prawej strony ;) Tym bardziej, że za każdym razem gdy podchodził i szedł przy nodze zaraz było "DOOBRY! Dobry piesek!" i mizianko, mały podłapał o co chodzi w mig, przez co spacer się trochę przeciągnął, ale warto. Na szczęście i Cyprian poczuł wagę sprawy i grzecznie wszystko obserwował z wózka. Kiedy zaś Barja coś wyniuchał, ja go odwoływałam komendą "DO MNIE!", znów ładnie przychodził i znów było mizianko... Hmm to aż strach pomyśleć, jak będzie chodził za małe co nieco ;)
Następnym strachem, były rowery, mały zareagował wycofaniem, jednak rowerzyści okazali się miłym małżeństwem z dzieckiem (zachwycili się małym) i przystanęli. Buras szybko zapomniał o strachu i już ruszył, wymachując ogonem, się witać. Rowery zostały obwąchane i .. nagle strach prysł. Mały miał dzięki temu okazję poznać kolejne dziecko, które było starsze od Cypka i młodsze od Tymka, niestety dość śpiące i nie w humorze, jednak na psiaka zareagował zainteresowaniem, na co Barja zaraz ruszły się przymilać, oczywiście wchodząc na malca, więc mieliśmy kolejną okazję, by skorygować jego zachowanie. Nauczyć, że na dzieci się NIE wchodzi, Tymek niestety raczej to lubi ;) chyba, że wszystkie na raz chciały wejść, to była korekta, jednak by takiemu młodemu psu się utrwaliło, trzeba to ciągle powtarzać. To samo z łapaniem ząbkami, choć to już mu się naprawdę sporadycznie zdarza, jak się rozbryka, ale "FUJ!" i już sobie przypomina, że to jest be! Tak więc, jeszcze chwilkę, mały się pobawił z nowo poznaną rodziną i ruszyliśmy, i tym razem go rowery już nie przestraszyły, ba! Ciągną do nich!
Barja jest niezwykle towarzyski, ciągnie prawie do każdego kogo pozna, a ja jak ta głupia tylko wypytywałam, czy mają zwierzęta, jeśli tak to kiedy i na co szczepione, jeśli nie, to kiedy mieli ostatnio jakiś z nimi kontakt itd. Potem poznaliśmy kolejną parę, w tym chłopaka z bardzo fajnymi dredami, które na małym nie zrobiły żadnego wrażenia i leciał się witać. Co jak co, serca pobija od razu, tylko ja muszę hamować zachwyt mówiąc, że owszem, mały szuka domu, jednak rasa jest bardzo trudna i przed taką decyzją trzeba przemyśleć wszelkie za i przeciw.
Na koniec i tak było najlepsze, bo.. dla dzieci chorych dzieci ( w tym jeżdżących na wózku inwalidzkim) było spotkanie ze strażakami i... lanie wody z wozu!! Mały patrzył na to z politowaniem, oczywiście i tu wzbudził sensację, jednak głaskanie, ze względu na szczepienia wolałam trochę ograniczyć. Młody leżąc przy nas i.. wyjącym ( chodzący agregat i nie tylko) wozie strażackim na spokojnie wszystko obserwował. Wózki inwalidzkie były dla niego czymś normalnym, bo nie reagował na nie. Jednak naprawdę najbardziej zachwyciło mnie, że młodego nie ruszał hałas wozu, hałas i chaos całego wydarzenia, jak i stroje strażaków. Na koniec próbowałam jeszcze zrobić jakieś zdjęcie, niestety miałam tylko telefon przy sobie i zdjęcie jest nie wyraźne, jednak na dowód i takie wstawimy ;)
A.. na koniec mały nie chciał odchodzić ;)
Kiedy zaś przekroczyliśmy furtkę, ciągnął już jak szalony do domu i trzeba było go stopować. Po spacerku dostał smaka i jedzonko, potem była kupka i ... lulu.
Potem zaś psoty z dorosłymi burymi, staram się jednak nakierowywać go jak najmocniej na człowieka, bo raczej w nowym stadzie burych nie będzie.

Ach zapomniałabym, jako, że wiadomo, jak jest dziecko nie zawsze można być ciągle przy psie, tak więc, Barję przyuczamy też zostawania, co idzie mu coraz lepiej ( czytaj. coraz dłużej zostaje, płacze coraz krócej i ogólnie rozumie, że trzeba poczekać).

Młody też jest uczony jazdy autem, póki co jest mu to strasznie w niesmak, ale myślę, że i to wypracujemy, jak i zostawanie w aucie, bez od razu totalnej demolki ;D:D

No i najciekawsze... Mały będąc na ringówce, daje się ustawiać, niczym ozdóbka, oczywiście nie ustoi jeszcze długo, ale co jak co, do wystaw się na daje, oby mu tak zostało. Póki co jest zgłoszony do Warszawy, nawet jeśli do tego czasu znajdzie właścicieli to mam nadzieję, że choćby na mój koszt go wystawią :).

Trzymajcie za nas kciuki, by szło nam tak dalej i całej reszcie miotu, życzę równie owocnej pracy, jak i zresztą wszystkim, co mają pod swoim dachem szczenię/szczenięta.