Barja cz. II

Ostatnio u nas non-stop leje i idzie się popłakać, przez to nauka czystości poszła trochę w las, ale już dziś sporo nadrobiliśmy, bo obie niespodzianki zostały załatwione na dworzu ;) Trzeba przyznać, że chłopak jest piekielnie inteligentny co ma swoje plusy i minusy, na ten przykład: siad.. opanował dość szybko ( oczywiście na sposób nauki pozytywnej, czyli smaczek tuż przed nosem, tak by mógł co najwyżej pogryźć - musi mieć pewność, ze warto ;) - i powolutku do tyłu i tuż przed klapnięciem zadku na ziemię powtórzona komenda "SIAD" i jedzonko) i potem go nudziło, póki był głodny to jeszcze to robił.. ale gdy się już trochę nasycił, to siad potrzebował więcej wytrwałości i cierpliwości. Kolejny przykład? Mały ma tendencję (typowo szczeniakowatą, szczególnie na głodniaka) rzucania się na jedzonko, tak więc musiałam go uczyć komendy "DELIKATNIE", co przez to rozumiem? Jedną ręką, trzymam psiaka za smycz/obrożę i kiedy chcę go nagrodzić za coś pilnuje by się nie rzucił na jedzenie, kiedy próbuje, hamuję go smyczą/obrożą, mówię "DELIKATNIE" i spokojnie podsuwam znów, delikatnie popuszczając smycz/obrożę, jeśli widzę, że znów ma zamiar się rzucić, odciągam go, jednak mały szybko łapie, że się to nie opłaca i powoli zaczyna skubać granulki z mojej dłoni, w tym czasie puszczam go spokojnie, mając pod ręką mimo wszystko smycz/obrożę (jakby chciał się znów rzucać, ale tego raczej nie robi) i na koniec zawsze czekają go granulki pochowane między moimi palcami, które ma za zadanie delikatnie wyciągnąć ząbkami, bez krwawej rzezi. Póki co to ładnie skutkuje, choć wymaga cierpliwości. Jako że mały jest straszny łakomczuch i co wypadnie z dłoni, zaraz musi odszukać, postanowiłam to wykorzystać i zawsze gdy widzę, że coś jeszcze jest na trawie/ziemi/podłodze, mówię komendę "SZUKAJ" i w ostateczności robię delikatne kółko w powietrzy, dłonią, nad miejscem gdzie mogą być granulki, jednak w odpowiedniej odległości, by jednak SZUKAŁ i.. Mały wszystko znajduje, gdy zaś rezygnuje, a coś jest powtarzam komendę "SZUKAJ" i on już wie o co chodzi ;) Kiedy zaś widzę, że już wszystko odnalazł, nagradzam go słownie ("DOBRY!!" "DOBRY PIESEK!!") i fizycznie (klepię, miziam itd.). Młody ma z tego straszną radochę. Ten sposób też się sprawdza jeśli chcę mu zrobić zdjęcie i zatrzymać na moment dalej ode mnie ;).



Tu w ruchu. Ładnie widać jego kolorki,
choć uszka jeszcze raczej klapnięte,
jednak prawe przestaje się lenić ;)

Mały dalej bardzo ładnie chodzi na smyczy, już bardzo rzadko się zapiera, raczej teraz w drugą stronę, zdarza mu się ciągnąć! Lubi też zbaczać na prawą stronę, jednak komendę"Lewa" i b. delikatną podpowiedź smyczą rozumie w mig! Samochody też mu już praktycznie nie straszne, nawet prychanie nagłe tir-ów ( dziś zrobiliśmy dłuższy spacer wzdłuż ulicy i korku) jedyne co go zaskoczyło, wywołało chwilowe wycofanie a potem zainteresowanie i wypatrywanie, był naprawdę głośny motor (motocykl?, nie znam się, ale był duuży).
Młody też już się przestaje bać wyskakujących do niego psiaków zza bram, płotów, teraz ciągnie do nich z zainteresowaniem, choć wie, kiedy lepiej się wycofać ;) jak np. dziś przy mieszance amstafa ;)
Barja robi się, jak na prawdziwego wilczaka, do tego faceta, przystało : krnąbrny i lubiący testować, na ile może sobie pozwolić. Np. lubi już nie przychodzić od razu na przywołanie, tylko się patrzy i obserwuje moją reakcję, kiedy ja wtedy biorę nogi za pas, leci, choć ostatnio zaczął kapować, że bez Cypisa i wózka, raczej daleko nie ucieknę, to jednak całkiem (czyli nie pójściem za mną) woli nie ryzykować i biegnie do mnie.
Trzeba też przyznać, że teraz gdy Cyprian płaczem, ten od razu stara się być blisko niego, czasem aż za za bardzo, ale póki co tragedii nie ma ;D Cypek jest ciągle nim żywo zainteresowany, tylko jego coraz szybsze pełzanie jest problematyczne, szczególnie przy sprzątaniu niespodzianek po burym ;).
Jedyny duży minus, który pokazał się u młodego jest burczenie, gdy gmera mu się przy obroży, pyszczku zaczął burczeć, co prawda nie śmie do mnie wyskoczyć z zębolami, jednak wychodzą ostatnie dłuższe przebywanie z resztą stada. Mały zaczął fikać Gisowi - widać, że to mały kombinator i dominant, więc potrzebna do niego jest absolutnie żelazna konsekwencja, cierpliwość i pracowitość- i ten burczeniem, oraz zaciskaniem paszczy, zębów - oczywiście bez rozlewu krwi-, zaczął pokazywać młodemu gdzie jego miejsce, przez to odbiera to jak dominację, choć ostatnio miał skubany tupet i zajął Gisowi jego posłanie, na co ten położył się przed nim i burczały tak na siebie, tu już postanowiłam ja wkroczyć i małego wygonić, co przyjął ze strasznym oburzeniem i położył się w swojej, szczeniakowej, norze. Dlatego teraz mały ma szlaban na dłuższe przebywanie z innymi burymi, co by uczył się ludzkiego zachowania i ludzkich sygnałów, bo przecież właściciel zębów na głowie Zbója zaciskał nie będzie ;), a i lepiej by i on tego nie próbował ;), póki co nie ma zamiaru i tego się trzymajmy! Póki co do nas lubi stosować wylizywanie po twarzy bez zębów ;) Chyba, że o za bardzo rozbawię i się rozbryka to muszę go stopować i upomnieć.
Zapomniałabym dodać, jak ostatnio przestawiliśmy się z miski do saszetki, czyli porcję dzienną karmy dostaje na zasadzie smaczków. Dzięki temu rozkłada mu się posiłek na całą dobę, no i karma nie stoi w misce, bo mały lubił trochę podjeść, zostawić, podjeść, a karma wietrzała. Nie stosujemy też innych smaczków, bo nie licząc kurczaka, kończyło się to rozwolnieniem. Teraz mały co najwyżej dla urozmaicenia dostanie jakiegoś gnata, lub inną surowinkę, gdy potrzebuję więcej czasu. Mały też szybko skapował gdzie jest źródło jedzonka i czasem lubi się wycwanić i gdy do niego przykucam, leci do saszetki ;) ale ja też jestem szybka i mu nie pozwalam na to.



Buszujący w.. trawie.
Tak a propo kolorów
maskujących wilczaka ;D

Myślałam, że więcej tu popiszę, że burasa zabierzemy na Wolin i jakąś wystawę, okazało się jednak, że zainteresowanie nim jest naprawdę spore, a pierwsi zainteresowani się zdecydowali i już w czwartek wyjeżdża do nowego domu.. Ale może to i lepiej, bo ostatnio współpraca wymagała z mojej strony sporo poświęcenia, a nie mam tu na myśli burego czy Cypka, a jedynie... komary, całe, chmary, tony komarów na metr sześcienny!!! Przez ostatnie deszcze, temperatury, okoliczne rzeki i zalew ostatnio nie da się wyjść na dłużej, żadne psikadła nie pomagają. Choć dziś te latające koszmary darowały sobie te młode istotki, czyli pana C. i pana B., i postanowiły mnie zjeść żywcem. Tak więc kiedy się szło, dawało się jakoś wytrzymać, jednak kucanie przy Barji, czekanie na niego, dawanie smaczków, wymagało nie lada spokoju i cierpliwości, żeby nie zacząć skakać i szaleć, byle tylko odgonić od siebie te latające pijawki. No ale było warto, choć pogryzły mnie, mimo polarowych spodni, koszulki i swetra!!! Teraz pozostaje tylko fenistil i patrzenie na śpiących księciuniów.

P.S. Wybaczcie standardową u mnie nieskładność i niepoprawność stylistyczną, ale dziś już naprawdę padam. Chyba tu w tej chwili najważniejsza jest zawartość ;)