Pierwszy samodzielny spacer Ł'obuzów na smyczy :)

Dziś maluchy zabrałam z synkami na pierwszy samodzielny (bez towarzystwa mamy czy wujostwa) spacer na smyczy!! Początki były raczej... hamujące zapał ;) Ale później maluchy się rozochociły. Naprawdę ładnie szły na smyczy, choć najbardziej ciągnął stanowczo Łopian, który nie mógł przeżyć tego kiedy Łuskiewnik był na przodzie, bez niego ;) Łoczyga okazała się dystyngowana, choć smycz to nie jest to za czym przepada najbardziej.


Były nawet próby chwytania i przegryzania smyczy ;) Ale szybko maluchy dawały się nakierować na odpowiednie 'tory' spaceru, że nawet za specjalnie się nie plątały.
Z Łuskiewnikiem szedł bardzo dumny Tymuś, ładnie słuchał moich podpowiedzi i pilnował by smycz nie zaplątywała się buremu w łapki. Cypis też z Łopianem, ale ten okazał się dla niego za silny, a CYpek nie należy do tych co to powie 'FU' i stanie tylko poleci za nim, lub poporostu puści smycz. Zatem ja szłam z Czygą oraz Łuskiem, a Tymianek z Łopim.

Zrobiliśmy naprawdę kawał drogi, a maluchy nie miały dość, doszliśmy aż nad rzekę, na nasz tak zwany Murowaniec :) Maluchom tam się bardzo spodobało, nawet były pierwsze próby zanurzenia :) Spotkały tam wielu zainteresowanych nimi ludźmi. :) Wszyscy zachwycali się ich wyglądem. Miały też okazję poznać młodego, wesołego setera ze swoim panem, biegaczem. Okazało się też, że jadący rower jest czymś nowym i niepokojącym, (więc mamy nad czym pracować) ale już stojący rower, nawet z obcym panem już nie jest taki straszny.

Drewniany mostek czy wysokie trawy były dogłębnie penetrowane. W drodze powrotnej maluchy mijało też kilka jadących aut, jednak to wzbudziło nikłe emocje. Na ośrodku spotkały jeszcze osoby niepełnosprawne fizycznie jak i umysłowo (mamy kolonie 'Amdadeum' na ośrodku, więcej informacji można znaleźć o nich w internecie), jednak żadna z nich ich nie przeraziła, ani nie spowodowała chęci ucieczki, co bardzo mnie ucieszyło!!

W domu dopadły piski z wodą i karmą, które wyczyściły w kilka chwil i padły. Ach i bym zapomniała! Wszystkie trzy malce pięknie załatwiły swoje potrzeby fizjologiczne na spacerze!! Jestem z nich naprawdę dumna!! Trzeba z nimi teraz dalej pracować i zachęcać do dalszego rozwoju :)

Dodam tylko, że tegoż samego dnia, do nas na ośrodek przyjechała na syrenach straż pożarna dwoma wozami strażackimi, było psikanie wodą i pianą, czyli ogólnie, huk, hałas, krzyki co niemiara (moje chłopaki nawet przejechały się głównym wozem i trąbili!) jednak maluchów, już tam nie zabierałam. Jednak nawet socjal trzeba dawkować, a myślę, że mimo iż nie były przy samych 'atrakcjach', to te parę metrów nie robiło aż takiej różnicy. Maluchów to w ogóle nie zestresowało, na chwilę zainteresowało, a później znów wróciły do psót ;)