Jak to się zaczęło...

Hmm.. jak to się zaczęło.. ciężkie pytanie.. Od małego żyłam w lesie, stąd też zapewne moje zamiłowanie do zwierząt. Zawsze odgrywały wielką rolę w moim życiu, nie pamiętam nawet czy był kiedyś moment by nie było ich w moim życiu, nawet jak chorowałam to były one przemycane pod szpital, a czasem i do niego, ale to ciii…;) No i tak z takiego małego dzikusa, wyrosło trochę mniej, ale wciąż dzikie ja.. osoba do granic możliwości zakochana w naturze, faunie i florze… w psach…bo są one niesamowite pod wieloma względami. Życie nie raz dało mi w kość i to właśnie one zawsze trwały przy moim boku, rozumiały wszystko bez slów, bez widocznych znaków fizycznych( gestów, czy innych),stały się nieodłączną częścią mego życia. Muszę też przyznać, iż teraz bardziej ufam im niż drugiemu człowiekowi. Pies to niezwykle mądre i uczuciowe stworzenie, mało jest cech których nie posiadają.. a jeśli już to są to w większości złe cechy. Jest najprawdziwszym członkiem rodziny, prawdziwym przyjacielem. Przyznam szczerze, że pierwsze moje psy były nie rodowodowe, ale wtedy to nawet nie ja podejmowałam decyzji jaki będzie psiak.. byłam dzieckiem, nikt mi nie uświadomił jak ważny jest rodowód (niezależnie od tego czy to ma być pies kanapowiec albo sportowiec bez wystawiania, czy właśnie przyszły champion), nie zdawałam sobie sprawy ile z sobą niesie. Potem zaczęła się era powszechnie dostępnego internetu, gdzie mogłam się dokształcić, poprzez rozmaite artykuły czy rozmowy z innymi hodowcami, właścicielami. Od tamtego momentu potępiam bezmyślne rozmnażanie, tylko w celach finansowych lub pustych ambicji, bez uwagi na psy, szczeniaki i ich dalsze losy. Pierwszą moją rodowodową sunią była upragniona i wyczekiwana od wielu lat sunia rasy Siberian Husky: AISZA Lodowy Dotyk, w domu zwana Luną, bo była tak samo mistyczna i charyzmatyczna, jak noc, którą charakteryzował księżyc. Od niej tak naprawdę się zaczęło, to z nią miałam iść na pierwszą wystawę, niestety.. dwa dni przed… Nie doczekałyśmy tego. Jednak zanim to się stało do wspólnych psót, zabaw i zamierzonych w przyszłości treningów, został zakupiony drugi Syberian: BALI SONA FROM Chandu. Kiedy Luna zniknęła u Balego od razu można było dostrzec zmianę, zapadła decyzja: musi być jeszcze jeden psiak-najlepiej jakaś rozważna, mocno przywiązana do domu i właściciela sunia.. Padło na Ceskoslovenskiego Vlciaka, którymi już wcześniej się zainteresowałam, po spotkaniu na jakiejś wystawie, jednak wówczas nie można się było spodziewać szczeniaka,albo były niesamowite kolejki i rezerwacje na kilka lat do przodu.. Mimo to spróbowałam jeszcze raz i.. udało się. W bardzo dobrej hodowli, po zdrowych, pięknych rodzicach została jedna sunia z miotu, a że już miała pół roku nie było zbyt wielu chętnych, bo vlciak to nie najprostsza w wychowaniu rasa,a wręcz bardzo trudna, jednak po skontaktowaniu się z hodowcami, przedstawieniu oczekiwań, możliwości i sytuacji jaka się u mnie przedstawiała, zdecydowałam się,że resztę życia spędzi z mną. Tak więc pewnej wiosennej nocy,wracając z wystawy w Opolu przyjechała do mnie cała banda czeweczek w tym i moja Ishtar (z Peronówki). Strasznie się bałam jaka będzie, jaka będzie pierwszą noc,jak zareaguje na nowe otoczenie, jednak moje obawy okazały się bezpodstawne,nawet jeśli była troszkę niespokojna pierwszej nocy tak każdego następnego dnia robiła zadziwiające postępy.. baardzo szybko stałyśmy się nierozłączne.. cóż Bali to większy indywidualista. Ishtarka znowuż jest największą dominatorką i jednocześnie pieszczochem, ukończyła już swój drugi championat, zapewne też na tym nie poprzestanie ;) Kocham moje psy całym sercem i cała sobą, może to właśnie sprawiło, że zapragnęłam być babcią ;), a że im niczego nie brakuje, nie raz błyszczą na wystawach, są zdrowe, posiadają dobre charaktery jak i geny, mam możliwości (odpowiedni teren, jak i możliwość odpowiedniego odchowania i socjalizacji psiaków)… Poszłam do związku ( ZKWP ) i zarejestrowałam hodowle, której nazwa została podjęta wspólnymi siłami ludzi –psiarzy jak i zwykłych, normalnych ludzi;), tak by była ona zrozumiała, prosta i charakterystyczna dla posiadanych psów, łatwa w zapamiętaniu… i tak oto jesteśmy:

WILCZY DUCH
od Shaluki z Sulejowskich lasów…